Z BLIP’a korzystam już prawie 2 lata, a z iPhone’a jeszcze dłużej. Nic więc dziwnego, że głód dedykowanej aplikacji do mobilnego korzystania z tego mikrobloga był u mnie spory. I rósł on z każdym kolejnym pojawiającym się programem do obsługi Twittera, Facebooka, WordPressa etc.
W końcu jednak i na naszym rodzimym podwórku coś drgnęło – pojawiła się Calineczka, pierwszy ajfonowy klient BLIP’a z prawdziwego zdarzenia – przynajmniej teoretycznie i w zapowiedziach swego twórcy.
Nie udało mi się załapać do grupy testerów, dlatego opinie o Calineczce czerpałem tylko ze statusów innych blipowiczów. Właściwie wszystkie opinie były hurraoptymistyczne, zatem gdy tylko aplikacja pojawiła się AppStore, natychmiast ją zakupiłem, przymykając oko na dość wysoką cenę (2,99 €).
Niestety, po kilku godzinach zabawy programem zacząłem dostrzegać i doświadczać jego ograniczenia, a nawet błędy. Jest ich na tyle sporo, że – w moim odczuciu – znacząco przytłaczają obecne zalety Calineczki. Za taką cenę oczekiwałem znacznie więcej.
Żeby nie być gołosłownym (z racji na późną porę – tylko tak w telegraficznym skrócie) zestawiam poniżej plusy i minusy tej aplikacji – w wersji 1.0:
ZALETY:
możliwość dodawania zdjęć
wygodna obsługa
przeglądanie wszystkich odnośników w obrębie aplikacji
WADY:
brak obsługi kopiuj/wklej (!)
brak możliwości skasowania ustawionego statusu
program sam nie odświeża listy nadchodzących statusów
brak możliwości wchodzenia na bliplogi (nawet na własny)
brak obsługi tagów
widok tylko 50 ostatnich wpisów
brak dostępu do archiwum
bardzo ograniczone możliwości konfiguracji programu
brak obsługi trybu landscape
błędy programu, prowadzące nawet do jego zawieszenia [przykład]

Już może nie do wad, a do niedogodności, mógłbym zaliczyć jeszcze kilka dodatkowych rzeczy, jak np. dziwna obsługa pisowni (status nie rozpoczyna się wielką literą, po kropce również), brak możliwości prostego wylogowania się (bez wyłączania programu), brak szybkiego przewinięcia ekranu na samą górę po tapnięciu w górną belkę (jak w Safari), brak odpowiedniej ikonki przy statusach z filmikami z YouTube’a etc.
Jak więc widać, w chwili swej komercyjnej premiery Calineczka jest mocno niedopracowana, co w zestawieniu ze swą ceną, może irytować – i irytuje, na pewno mnie!
Mam jednak nadzieję, że twórca dotrzyma wypowiedzianych słów:
ciukes >> mackozer: będę się starał wysłać update zaraz po akceptacji przez Apple tak, żeby użytkownicy mieli od razu dostęp do wersji 1.2
… i właśnie teraz, w pocie czoła pracuje nad nową, ulepszoną wersją Calineczki – czego życzę i sobie, i wszystkim innym użytkownikom (obecnym i przyszłym) tej przydatnej aplikacji.
P.S.
Konkurencja nie śpi i szykuje własną aplikację – iBlip – ponoć darmową.
Pożyjemy zobaczymy.
Wrzesień 1st, 2009 in
iphone | tags:
iphone |
Komentarze (5)
Od kilku dobrych lat, korzystamy w wakacje z gościnności naszych przyjaciół w Ostrożnicy, zwalając im się na tydzień do gospodarstwa. Żeby być precyzyjnym – ja tylko podrzucam Krysię z dzieciakami, a sam jako ten słomiany wdowiec, wracam do Wrocławia (praca) by zbierać siły przed nadchodzącym wspólnym trzytygodniowym urlopem.
Dzieci uwielbiają wieś – od rana do wieczora, wraz z dwójką dzieci gospodarzy, buszują po obejściu i ogrodzie. Tu nie ma mowy o nudzie!
W komentarzach do mojej recenzji Lenovo ideapad U330 najczęściej powtarzało się pytanie czy – z perspektywy kilkumiesięcznego korzystania – nadal jestem z niego zadowolony z tego laptopa, czy wyszły na jaw jakieś jego felery etc.
Pracuję na U330 już 8 miesięcy i mogę no to pytanie szczerze odpowiedzieć, że tak – był to trafny wybór. Decydując się na lenovo miałem pewne obawy co do solidności tej bądź, co bądź chińskiej roboty – ale wynikało to z faktu, iż do tej pory miałem kontakt tylko z low-endowymi modelami tej marki, nie grzeszącymi precyzyjnym wykończeniem i zastosowaniem lepszych materiałów.
Obudowa mojego U330 cały czas trzyma się dzielnie – nie pojawiły się w niej żadne luzy, nic nie skrzypi. Również klawiatura sprawuje się przyzwoicie, a wyświetlacz nie wykazuje żadnych oznak zużycia mimo dość intensywnej eksploatacji. W aspekcie konstrukcyjnym nie mam więc do tego modelu żadnych istotnych uwag krytycznych.
Tych drobnych mam kilka.
Najistotniejsza dotyczy umiejscowienia portów USB. Bo to, że są tylko dwa – wiedziałem wcześniej. To, że znajdują się po lewej stronie, co trochę przeszkadza w operowaniu myszką – zaakceptowałem. Natomiast nie mogę wciąż zrozumieć dlaczego te porty zostały zaprojektowane bezpośrednio nad slotem ExpressCard!?
Przyznaję, wcześniej nie wyczuwałem czającego się problemu – do momentu kiedy to wszedłem w posiadanie modemu GSM (Merlin XU870). Zastosowane w U330 rozmieszczenie gniazd skutkuje tym, że – jak widać na fotografii obok – zamontowany modem całkowicie blokuje dostęp do portów USB.
Tak więc drogi kliencie: albo rybka, albo akwarium.
Mógłbym też trochę poutyskiwać na napęd optyczny – ale nie na jego działanie, tylko na samą obecność. Tak jak zakładałem, DVD-ROM jest obecnie podzespołem zupełnie dla mnie zbędnym – skorzystałem z niego tylko kilka razy, bo wszystko magazynuję na pendrakach i zewnętrznych dyskach. Tym bardziej więc irytuje mnie to, że w trakcie przenoszenia laptopa bardzo często, niechcący, otwieram szufladę nieużywanego napędu. Niby drobiazg, ale …
Trzecia rzecz, stanowiąca też pewną niedogodność (aczkolwiek już z pogranicza sprzętowo-programowego) przytrafia się w sytuacji gdy system się powiesi i konieczny jest twardy reset. Wtedy zawsze po restarcie nie ładuje się u mnie sterownik Bluetooth’a i dopiero po kolejnym (miękkim) resecie wszystko wraca do normy. Co ciekawe, problem nie pojawia się gdy po resecie wejdę do BIOS’u, a dopiero później zezwolę na uruchomienie systemu.
I to wszystko – nie ma niczego więcej do czego mógłbym się jeszcze doczepić w moim egzemplarzu U330. Od strony wydajności także, bo laptopa wykorzystuję głównie do surfowania w sieci, pracy w pakiecie Office 2007, czasem nieskomplikowanych edycji fotografii – a do tego wolnych mocy przerobowych ten lenovo ma aż nadto.

Na koniec jeszcze kilka słów o mojej przygodzie z okrytym złą sławą oprogramowaniem OneKey Rescue System (w wersji 6.0).
Pod koniec maja pomyślałem, że warto byłoby w końcu – pierwszy raz od zakupu – pościelić sobie Vistę od nowa. Ponieważ nie stworzyłem sobie wcześniej płyty recovery (jakoś się nie złożyło), nacisnąłem ten, specjalnie do tego celu przeznaczony, guzik OneKey Rescue i wybrałem opcję przywracania ustawień fabrycznych. Niestety, program przez prawie 5 godzin uparcie wisiał na statusie “Inicjowanie” i postępie 0%. Nie pozostało mi nic innego jak zresetować laptopa.
Po krótkiej chwili U330 smętnie zakomunikował:
Brak BOOTMGR
Naciśnij Ctrl+Alt+Del , aby zrestartować
Na wieść o tym zdarzeniu, pomoc techniczna firmy Lenovo miała mi tylko do zaoferowania wysyłkę laptopa do swojego serwisu, więc wpadłem na genialny w moim mniemaniu pomysł, iż mogę skorzystać z płyty recovery z ustawieniami fabrycznymi Visty od innego egzemplarza U330. Taki zestaw płyt, bez żadnych ceregieli otrzymałem od sprzedawcy z salonu, w którym zakupiłem swojego lenovo.
Dumny jak paw, obserwowałem uruchamiający się program naprawczy, ale już po chwili moje dobre samopoczucie pękło jak bańka mydlana bo na ekranie pojawiło się złowieszcze ostrzeżenie:
Za mało dostępnej powierzchni.
Osłupiałem. Na partycji C pusto jak w mięsnym podczas stanu wojennego, a program bezczelnie mi wpiera, że to za mało …
Przez tydzień próbowałem z tym walczyć wszelkimi znanymi mi sposobami, lecz w końcu poległem.
Szczęście w nieszczęściu, że w trakcie tego michlania nie naruszyłem ukrytej partycji zawierającej obraz systemu, więc serwis Lenovo bezpłatnie (w ramach gwarancji) przywrócił mi U330 do stanu używalności.
Nauczony tym doświadczeniem, od tej pory, tworzenie i przywracanie kopii zapasowych systemu powierzam tylko i wyłącznie programowi firmy Acronis.
Czerwiec 23rd, 2009 in
IT |
Komentarze (8)