Majówka pod (złotym) psem
Tegoroczny pierwszy majowy weekend był trochę nietypowy, bo nie spędziliśmy go wspólnie całą rodziną. Krysia nie skończyła jeszcze pisać swojej pedagogicznej pracy dyplomowej więc pogoniła nas na trzy dni z domu, aby zasiąść w spokoju i wreszcie ją zakończyć.
Wywiozłem zatem potomstwo w powiat lubański – do gospodarstwa agroturystycznego. Przy wyborze tego miejsca kierowaliśmy się nie tyle atrakcyjnością okolic wsi Zapusta, w której znajduje się Tuskulum (kilka zamków, zapora złotnicka, sztolnie), ale przede wszystkim prowadzoną przez gospodarzy hodowlą psów rasy golden retriever.
I faktycznie, dla dzieciaków możliwość kontaktu i zabawy z psami była strzałem w dziesiątkę.
A nawet bardziej, ponieważ już pod wieczór pierwszego dnia usłyszałem: - Tato, jutro nie chcemy nigdzie jechać. Chcemy się bawić z psami.
W czasie naszego pobytu, gospodarze mieli na stanie pięć dorosłych psów – cztery goldeny i coś małego czarnego, co sama właścicielka określiła mianem skrzyżowania małpki z wiewiórką.
Każde dziecko wybrało sobie innego psa jako swojego ulubionego: Kinga – Jaskra, Teresa – Mantrę, a Marek – Gaję, bo choć do tego się nie przyznaje, to jednak przy dużych psach wciąż czuje się niepewnie. Jak tylko któryś z psów pojawiał się na podwórku, od razu otrzymywał potrójną obstawę małych człowieczków i – za każdym razem – pierwszy z zabawy kapitulował i miał już dość – pies.
W sobotni poranek, niezrażony wcześniejszym wyznaniem i ignorując głosy niezadowolenia, zagoniłem gromadę do samochodu i pojechaliśmy do Leśnej nawiedzić zamek Czocha. Niestety, próba zwiedzania z przewodnikiem komnat zamku zakończyła się dla nas już w trzeciej sali. To znaczy ja wymiękłem, bo całą uwagę musiałem skupiać na rozdzielaniu stale zaczepiających się Marka i Teresy oraz wysłuchiwania od Kingi uwag w stylu: bez sensu, po co ktoś budował taki wielki zamek, tyle trzeba chodzić etc …
Po półgodzinnej przerwie spędzonej w zamkowej restauracji ochłonąłem na tyle, aby podjąć kolejną heroiczną próbę rozkoszowania się wspólnie spędzanym czasem. Chcieliśmy przepłynąć się stateczkiem po przyległym Jeziorze Leśniańskim, ale w czasie naszej konsumpcji zamek zalała kolejna fala turystów, której spora część, dziwnym trafem, od razu skierowała się na przystań. Nie chcąc więc tracić godziny (o własnych nerwach nie wspominając) oczekując w kolejce na następny rejs, zakomenderowałem załodze odwrót do wozu. Głosy rozżalenia ucichły dopiero przy samym wyjściu z obiektu, gdzie dzieciaki napadły na stoisko z badziewiem wszelakim, szumnie nazwanym pamiątkami.
Opuszczając Leśną, popadłem w zadumę co dalej robić z tak pięknie rozpoczętym dniem. Ocknąłem się dopiero po minięciu tablicy witającej gości odwiedzających Świeradów Zdrój. W głowie zapaliła mi się lampka, że jest tu chyba jakaś kolejka gondolowa, więc ruszyliśmy na jej poszukiwanie. Na szczęście nie trwało to długo.
Jazda żółtym wagonikiem była dla wszystkich sporą atrakcją, a gdy na szczycie Stogu Izerskiego doszła jeszcze możliwość porzucania się śnieżkami ze smętnych pozostałości zimy – zrobiło się na prawdę fajnie.
Po powrocie do Zapusty, do wieczora daliśmy sobie luz – szczęśliwe dzieci latały za psami, a ja uwaliłem się na kocyku i zapadłem w słodką drzemkę, tylko od czasu do czasu budzony przez przelatującego przeze mnie psa i/lub cwałujące za nim dzieciaki.
W niedzielę, nieco zmieniłem trasę powrotu do domu. Z dwóch powodów – aby zahaczyć o nieopodal leżące Janice, gdzie kilkanaście lat temu bywałem z Krysią, a po drugie – najbliższy McDonald’s znajdował się w Jeleniej Górze, a obiecałem bąblom HappyMeal’a (choć prawdę mówiąc, sam też miałem ochotę wtrząchnąć BigMaca).
Do Wrocławia dojechaliśmy około godziny 15:00, więc korek na autostradzie miał tylko niespełna 5 kilometrów
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zostaw swój komentarz
-
Ostatnie wpisy:
Mikroblog:
Komentarze:
Z windy do sadu @alekjed: już się przyzwyczaiłem
Z windy do sadu Rozwiązaniem tego problemu jest KeyRemap4Macbook, który polecam z całego serca
http://pqrs.org/macosx /keyremap4macbook/Z windy do sadu Generalnie tak, choć nadal (dość często) mylę prawego Alta z ⌘ – bo jest przesunięty względem pecetowej klawiatury...
Z windy do sadu A już się przyzwyczaiłeś do innych skrótów klawiszowych itp? Pamiętam, że początkowo czułem się jakoś obco z Leopardem....
Z windy do sadu Jestem nim wciąż oczarowany






























Super pomysł na weekend – no i dzielny Tata!
A żebyś wiedział, że dzielny